Dachau - Oświęcim

„Keine Spezial Problem“ „Hello Heiko, ich planiere eine Ausstellung in Oświęcim. Ist das gut for Du und deine Kollege“? So begannen in der Anfangszeit oft die Briefe von Paweł Warchoł an mich. Der Brief und die Antwort waren jeweils eine Woche unterwegs. „Natürlich machen wir die Ausstellung Paweł, aber wie ist das mit dem Transport, Übernachtung und dem Zoll“? „Das ist keine Spezial Problem. Ihr ladet die Sachen in die Autos und fahrt los“. So kam es vor, dass wir - völlig überladen- schon auf Tschechiens Straßen eine Auspuffanlage sowie tiefe Spuren in einem noch nie erlebten Schneesturm hinterließen. Das „keine Spezial Problem“ am Zoll konnten wir erst dann lösen, als wir verstanden hatten, dass mit Papieren weder Reisepass noch Führerschein gemeint waren. Umso herzlicher war nach acht Stunden Verspätung der Empfang in Oświęcim. Die Stadt Oświęcim kam uns damals trist und grau vor, so wie die vorherrschende politische Meinung über den Künstleraustausch bei uns in Dachau. Beim Aufbau in den Galerieräumen - fragende Blicke: „Hier soll morgen eine Eröffnung stattfin- den“?! In all dem Durcheinander ein zuversichtlicher Paweł- „Das ist keine Spezial Problem“. Wir lernten zum ersten Mal die polnische Kunst des Improvisierens kennen. Die Ausstellung wurde ein großer Erfolg, der nur noch durch die Warmherzigkeit unserer Gastgeber übertroffen wurde. Hansjörg Christmann, ehemaliger Landrat von Dachau und mit den Künstlern schon immer verbunden, zitierte in einem Katalogvorwort J. W. von Goethe: „Blumen reicht uns die Natur, es windet die Kunst sie zum Kranze“. Der Kranz mag farbenprächtig gestaltet sein, aber er beinhaltet auch unsere tiefe Betroffenheit und Anteilnahme am Schicksal der Opfer – aller Opfer der menschenverachtenden Systeme. Wie geht es weiter nach 30 Jahren? Der Künstler Alfred Ullrich hat an vielen unserer Aus- stellungen teilgenommen, dieses Mal ist seine Tochter Anna dabei. Florian Marschall arbeitet schon seit vielen Jahren mit und Paweł wird sagen: „Das ist keine Spezial Problem“. „Keine Spezial Problem – Nie ma żadnego problema“ „Hello Heiko, ich planiere eine Ausstellung in Oświęcim. Ist das gut for Du und deine Kollege“? (dosłownie: Hello Heiko, niweluję (zamiast „plane“ – planuję) wystawę w Oświęcimiu. Czy to dobrze for ty i twoja kolega?) Tak na początku naszej znajomości zaczynały się listy Pawła. Zarówno list, jak i odpowiedź, były w drodze tydzień. „Jasne Paweł, zrobimy wystawę. Ale jak jest z transportem, noclegami i cłem?“ „Nie ma żadnego problema. Załadujecie rzeczy do samochodu i ruszacie“. I rzeczywiście było tak, że – całkowicie przeładowani – w dotychczas niewidzianej zamieci już na czeskich ulicach gubiliśmy rurę wydechową i zostawialiśmy głębokie ślady w śniegu. „Nie ma żadnego problema“ z cłem mogliśmy dopiero rozwiązać, kiedy zrozumieliśmy, że pod pojęciem „papiery“ nie ukrywa się ani paszport, ani prawo jazdy. Tym serdeczniejsze było przyjęcie nas w Oświęcimiu po ośmiu godzinach opóźnienia. Miasto Oświęcim wydało nam się wtedy ponure i szare, tak samo jak i dominująca polityczna opinia o wymianie artystycznej u nas w Dachau. Przy budowaniu wystawy w pomieszczeniach galerii – pytające spojrzenia: „To tutaj ma się jutro odbyć otwarcie“? I w tym całym zamieszaniu pełen optymizmu Paweł: „Nie ma żadnego problema“. Po raz pierwszy poznaliśmy polską sztukę improwizacji. Wystawa odniosła wielki sukces, ale serdeczność naszych gospodarzy przerosła wszystko. Hansjörg Christmann, były starosta Dachau, bardzo związany z artystami, zacytował w katalogu słowa Johanna Wolfganga Goethego: „Kwiaty daje nam natura, a sztuka wije z nich wieniec“. Wieniec może i barwny, ale zawiera również nasz głęboki żal i współczucie dla ofiar – wszystkich ofiar systemów traktujących ludzi z pogardą. 30 lat… Co będzie dalej? W wielu naszych wystawach brał udział artysta Alfred Ullrich, tym razem prezentuje swoje prace jego córka Anna. Florian Marschall pracuje z nami od lat. Paweł odpowie zaś na to pytanie: „Nie ma żadnego problema“. Heiko Klohn Triste, wolkige Tage füllen mein Atelier aus. Das Grau und Schwarz der Tusche kämpfen erneut mit dem Weiß auf den nächsten Ebenen des Kartons. Wieder ein Arbeitstag. Den Tagen folgen Wochen, die sich zu Jahren gesammelt haben – zu über 30 Jahren. Ich habe oft den Eindruck, dass das Jahr 2000 nicht so weit weg ist, dass die in Erinnerung frischen 90er Jahre auch gestern waren. Gewidmet uns selbst und der eigenen Leidenschaft sind wir für einige Momente oder lange Stunden von der Außenwelt gerissen, die Weltraumkapsel der heiligen Stille, der heiligen Kunst verdeckt uns. Die Zeit vergeht hier anders, wir müssen nicht alle vier Jahre den 29. Februar hinzufügen. Unsere Ateliers voller Gerümpel und da drin wir mit unserer Kunst, wie klein gegenüber den Problemen unse- rer Erdkugel. Trotzdem arbeiten wir und erzählen von unserem Mikrokosmos. Unsere Stimme wird den Klängen der Kathedralenglocken nicht gleichkommen, aber es reicht zu flüstern. Es werden sich bestimmt die Empfänger finden, für welche dies am wichtigsten sein wird. Die bei der Arbeit verbrachten Stunden, die Fragmente unserer Geistlichkeit werden auf dem Papier materialisiert. Es scheint, wir werden völlig in die „Kunstsanktuarien“ geschlossen, die knapp einige Quadratmeter haben können. Irgendeine unverständliche Kraft zwingt uns, dies mit anderen Partikeln unseres Daseins und Bewusstseins zu teilen. Diese „Art-Gravitation“ funktioniert nicht nur in Dachau und in Oświęcim. Sie ist seit tausenden Jahren in der Geschichte der Menschlichkeit da, trotz der Asche des verbrannten Jerusalems und Karthagos, Bagdads, trotz der Tragödie von Auschwitz und Dachau … Wir sind aus Dachau und Oświęcim. Die Geschichte des 20. Jahrhunderts hat diesen Orten eine zusätzliche Dimension verliehen, die vielleicht unbewusst mystisch in den Schlupfwinkel unserer Gehirne steckt. Ich weiß nicht, das ist schon ein Problem für die Psychologen. Aber ich bin mir si- cher, dass wir neben das Plakat von Bruno Schachtner „Dachau in uns“ auch ein Plakat „Auschwitz in uns“ stellen können. Diese 30 Jahre der gemeinsamen Arbeit haben uns bereichert und uns einen neuen Blick auf die Kunst, Bayern und die Welt, den Erfahrungsaustausch, usw. gegeben. Vor allem aber haben sie uns viel Freude und Zufriedenheit bei der Durchführung gemeinsamer Projekte gegeben. Ich kann leider nicht gut schreiben und bin nicht so begabt wie Olga Tokarczuk, um dies alles schön litera- risch zu erzählen. Schade, vielleicht irgendwann später? Ich bin überzeugt, dass wir keinen Abschnitt abschließen, wir leben und arbeiten weiter, so wie Marek Grechuta gesungen hat: „Wichtig sind nur die Tage, die wir nicht kennen, wichtig sind die wenigen Momente, auf die wir warten“. Ich danke allen Freunden und vielen Menschen für die Unter- stützung und für die tollen Momente, die wir gemeinsam erlebt haben. In Polen und in Deutschland. Leider hat die unerbittliche Zeit verursacht, dass wir in Erinnerung auch die Gesichter haben, die wir nie mehr auf unseren Ausstellungen sehen werden. Bure pochmurne dni wypełniają dzisiaj moją pracownię, szarości i czernie tuszu ponownie walczą z bielą na kolejnych płaszczyznach kartonu. Kolejny dzień pracy. Mijały dni, kolejne tygodnie, cza- sem sumujące się w lata, a nawet w ponad trzydzieści lat. Często mam wrażenie, że 2000 r. był nie dawno, że świeżo pamiętane lata dziewięćdziesiąte to też wczoraj. Oddani samym sobie i własnej pasji pozornie jesteśmy na kilka chwil lub długie godziny oderwani od świata zewnętrznego, zakry- wa nas kosmiczna kapsuła świętości ciszy, świętości Sztuki. Czas tu biegnie inaczej, nie musimy co cztery lata dodawać 29 lutego. Te nasze zagracone pracownie – a w nich my, jakże mali ze swoją sztuką wobec problemów naszego globu, mimo to pracujemy – mówimy o naszym mikrokos- mosie . Na pewno nasz głos nie dorówna mocy dzwonom katedr, ale wystarczy mówić nawet szep- tem – zapewne znajdą się odbiorcy dla których to będzie najważniejsze. Godziny spędzone na pracy, materializowanie fragmentów naszej duchowości na papierze, wydawało by się, że zamyka nas całkowicie w „sanktuariach sztuki , które mogą mieć zaledwie kilka metrów kwadratowych. Jakaś niezrozumiała siła zmusza nas do dzielenia się z innymi cząstkami swojego bytu i świadomości. I ta „art-grawitacja“ nie działa tylko w Dachau i w Oświęcimiu. Od tysiącleci obecna jest w historii ludzkości, mimo prochów spalonej Jerozolimy i Kartaginy, spo- pielenia Bagdadu, mimo tragedii z Auschwitz i Dachau… Jesteśmy z Dachau i Oświęcimia, historia XX wieku nadała tym miastom dodatkowy wymiar, może podświadomie tkwiący mistycznie w zakamarkach naszego mózgu, nie wiem - zapewne to już problem psychologów. Wiem na pewno, że obok plakatu Bruno Schachtnera „Dachau in uns“ możemy umieścić plakat z napisem „Auschwitz jest w nas“. Te trzydzieści lat wspólnej pracy na pewno ubogaciło nas, dało nowe spojrzenia na sztukę, na Bawarię i świat, wymianę doświadczeń itd. Itd. Ale przede wszystkim dało nam wiele radości i satys- fakcji w realizacji wspólnych przedsięwzięć. Niestety nie władam piórem i nie mam talentu Olgi Tokarczuk aby to wszystko chociaż trochę z literackim zacięciem opowiedzieć. Szkoda, może później? Jestem przekonany, że nie kończymy żadnego etapu, po prostu żyjemy i tworzymy dalej, jak śpiewał Marek Grechuta; Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy, Ważnych jest kilka tych chwil, tych, na które czekamy. Niemniej dziękuje wszystkim przyjaciołom i wielu ludziom, którzy nas wspierali i za wspaniałe chwile które przeżyliśmy razem. W Polsce i w Niemczech. Niestety nieubłagany czas powoduje, że w pamięci jawią się twarze których już nigdy nie zobaczymy na naszych wystawach. Paweł Warchoł

RkJQdWJsaXNoZXIy NjQwNDE4